| Demitologizacja i przewartościowanie w dramatach Mariana Pankowskiego |
|
Strona 2 z 3
Temat szeroko pojętej „emigracji" podjął Pankowski m.in. w sztuce Nasz Julo czerwony. Uwagę przykuwa już sam tytuł utworu. Zaimek dzierżawczy - „nasz" - ironicznie przytacza znaną praktykę powoływania się twórców emigracyjnych na rodzimie swojskie wartości („nasz" Chopin, „nasz" Słowacki), a także podkreśla zbiorowy charakter polskiego patriotyzmu. Krytyka polskości, której wyrazem są nacjonalistycznie motywowane emocje, symbole religijne jako narzędzia manipulacji świadomością zbiorową oraz znaki rzekomej odrębności, uderza z impetem w model patriotyzmu charakterystyczny dla XIX wieku. Pankowski zobrazował w teatralnym wykonaniu (taniec, muzyka, śpiew) nawyki myślowe, przywiązanie do uproszczonych odpowiedzi, pozorowanie czynu, pustosłowie, pseudo-patriotyczną histerię i frustracje wywołane brakiem zrozumienia cudzoziemców dla narodowej martyrologii Polaków. W omawianym dramacie wyraźne jest nawiązanie do ekspresji szopkowej, ponieważ postacie (Słowacki, Ksieni Mieczy sławska) funkcjonują jako figury, animowane na zasadzie powtarzania stałych ruchów i gestów. Obszerne fragmenty sztuki o Słowackim przypominają „salonowy teatr", którego aktorzy wprawiani są w ruch mechanicznie, tak jak teatrzykowe kukiełki. Deformacja postaci służy tutaj zdemaskowaniu pustych haseł i egzaltowanych reakcji nie popartych racjonalną argumentacją. Szyderstwo można tu odczytać jako próbę racjonalizacji tego, co składa się na przestrzeń zbiorowej pamięci wraz z jej dogmatami i urazami, urojeniami i uproszczeniami. Nie tylko literatura, ale również historia, i to ta przez wielkie „H", staje się obiektem demaskatorskich przekształceń Pankowskiego. W odautorskim słowie do wydania pierwszego tomu dramatów pisarz stwierdza, że jakie by były szumne i szerokie gościńce Historii, liczyć ma się nie Historia, ale człowiek. Historia jako temat pojawia się w dwóch dramatach: Śmierć białej pończochy oraz Zygmunt August. W obydwu nie stanowi tła wydarzeń, ale staje się tematem podlegającym groteskowemu przekształceniu w konwencji kabaretowej czy filmowej. Sytuacje dramatyczne powstają zatem jako rezultat zabawy znanym epizodem historycznym, zabawy prowadzonej z uwzględnieniem teatralnych środków wyrazu, przejmowanych często od gatunków uznanych za niskie. Dialogi przypominają kabaretowe skecze, a postaci są odrealnione i robią wrażenie ożywionych marionetek lub posągów. Taki typ pisarstwa można porównać do twórczości Alfreda Jarry z jego koncepcją postaci jako monstrum i marionetki, a historii jako przedmiotu scenicznej zabawy, rewii. Mam tu na myśli głównie dramat Król Ubu, będący genialną parodią Makbeta, w którym dramaturg odziera z psychologii głównego bohatera. Tyrani nie mają bowiem „głębi psychologicznej", a jedynie cechuje ich bezbrzeżna miłość własna i monstrualny egoizm. Jarry w żadnym wypadku nie próbuje rozumieć ani tłumaczyć nieludzkiego postępowania Ubu. Powiada tylko, że jest on niedojrzałym i bardzo niebezpiecznym człowiekiem. W tej sztuce zawiera się głęboki sens, który oczywiście nieco spowszedniał, odkąd media karmią nas informacjami o prawdziwych tyranach. Opowieść o królu Ubu wyrasta ponadto ze znajomości polskiej historii. Jarry sporo o Polsce wiedział, bo Francuzi w jego czasach się nią interesowali. Szczególnie młode pokolenie, które jak zawsze bardziej od starszych przejmowało się losami świata. Jarry studiował dzieje Polski, czego świadectwem jest choćby użycie polskich imion. Jego genialność polega na tym, że nawet jeśli owa ironicznie naszkicowana wizja Polski nie całkiem odpowiada prawdzie historycznej, nie jest od niej bardzo daleka. |